Odpowiedź muzeów na wpływ COVID – lub, mówiąc ściślej, lockdownu oraz autorytarnych środków podjętych w trakcie pandemii – ujawniła nieco o przyszłości sektora sztuki publicznej w dobie technokracji. Przerażająca prawda jest taka, że na Zachodzie, a szczególnie w krajach postpolitycznej technokracji Zjednoczonego Królestwa, muzeum zostało wchłonięte przez kraj. Nie taki, którego podstawą jest państwowość (ludność lub też etniczność), religia czy nawet narodowość; to kraj rozumiany jako wycinek globalnej ekonomii pod kierownictwem elity nie pozwalającej na ekspresję etniczności, wiary lub narodowej historii. W takiej sytuacji, muzeum przeistacza się z filara tradycji w tubę przewrotowej propagandy.

Państwo terapeutyczne

Idee państwa oraz jego roli dla ludności rozwijały się od czasów Oświecenia i odpowiednio do nich dostosowywały się też oczekiwania. Pierwotnie mężowie składali hołd lenny lokalnemu możnowładcy i kościołowi. Mieli nieco ograniczone horyzonty, lecz w pewnych granicach sprawowali większą kontrolę nad swą rodziną, czy też wykonywaną pracą. Związani byli głębszą więzią z ziemią, rodziną, religią i lokalną społecznością. Gdy państwo umacniało się, musiało równocześnie wywierać większy nacisk na poddanych, przez co stawało się bardziej natarczywe w wymuszaniu podatków (zazwyczaj pośrednio) jako, że były płacone kościołowi lub władcom. Postępy w demokracji, edukacji i możliwościach przemieszczenia się (szczególnie w epoce industrializacji) sprawiły, że mężczyźni oddzielili się od swych korzeni i wówczas postrzegali siebie w odniesieniu do monarchy (dzięki prawu, podatkom, pieniądzom oraz służbie wojskowej), a także do państwa.

Gdy państwo staje się jeszcze potężniejsze, proponuje więcej jednocześnie zatrzymując więcej dla siebie, na własnych warunkach. Oferuje dobrobyt, publiczną służbę zdrowia, pracę w strukturach państwa, krajowe emerytury, ubezpieczenie od utraty zatrudnienia, ale w zamian oczekuje mniejszej niezależności i autonomii od swych poddanych. W krajach komunistycznych i socjalistycznych odnosi się to również do mowy i myśli. Relacje tradycyjne, religijne lub lokalne, zostały (formalnie) zniesione i zastąpione scjentyzmem pomieszanym z materializmem, których celem jest uformować człowieka w jednostkę wyzwoloną, realizującą się bez przeszkód w państwie o strukturach umożliwiających mu osiągnięcie pełni swego potencjału. Mit jednostki obalony jest przez realia Nowego Człowieka, lecz dzieje się to przy pełnym zaufaniu i współpracy uczestnika takiej transformacji. Państwo przejmuje rolę możnowładcy, króla i kościoła, sprawiając wrażenie rodzica o racjonalnym podejściu dba o potrzeby materialne, z czasem zastępując rodzinę i podzielane przez nią wartości.

Państwo totalne przeszło drogę ewolucji do państwa terapeutycznego, adoptując nowe dziedziny nauki takie jak psychologia, psychoanaliza oraz socjologia, działając za pośrednictwem kanałów reklamowych, państwowego szkolnictwa, organizacji kulturowych i propagandy. Państwo ujarzmiło nowe technologie przekazu – radio, film, telewizję, gazety oraz książki – przekształcając ludzi w racjonalnych, ugodowych i beztroskich obywateli-konsumentów. Pisarze tacy jak Wilhelm Reich, Zygmunt Freud czy Edward Bernays dążyli do tego by psyche stała się dostępna dla wyedukowanego obserwatora z zewnątrz oraz by był on ukierunkowany na produktywność.

Od tamtej pory, studium nad jednostką i grupami pozwoliło na wykształcenie się jeszcze większej ilości wyrafinowanych technik. Psychologowie behawioralni podjęli się badań nad zjawiskiem powstawania masowej psychozy. W swej znanej książce, The True Believer („Prawdziwy wyznawca”) z 1951, Eric Hoffer postulował, że gdy ludność oderwie się od korzeni, stanie się pełna niepokoju i chwiejna emocjonalnie, może być zwrócona przeciw dowolnym wrogom, których wskażą im liderzy — czy to bezpośrednio (za pomocą siły i prawa), czy też pośrednio (przy użyciu propagandy). Powojenni badacze nauk społecznych dostrzegli w jaki sposób państwo może jednocześnie doprowadzać do sytuacji gdy wymagane było uzdrowienie, jak również leczyć ludność nowoczesnymi środkami. Tak narodziło się państwo terapeutyczne.

Kultura cierpiąca na narkolepsję

W 2022 roku, już od wielu dekad byliśmy w okresie, gdy nowoczesne państwo (a także jego partnerzy handlowi wraz z konsultantami do spraw biznesowych) potrafiło dokonać destabilizacji psychicznej poprzez nacisk psychologiczny wywierany na daną osobę, zdiagnozować dysfunkcję, wpłynąć na jednostkę stosując strategię łagodnej sugestii, skierować na terapię, narkotyzować za pomocą leków, by (ostatecznie) uznać osobę za kryminalistę, uwięzić, dokonać chemicznej lobotomii, a następnie egzekucji. Wszystko to dokonuje się z coraz większym wyrafinowaniem oraz dokładnością przy coraz mniejszym sprzeciwie moralnym czy też praktycznym, bynajmniej z powodu religijnego założenia, aby traktować człowieka jako stworzonego na obraz Boga i przeto boskiego, a także nieskalanego grzechem. Zasada by widzieć człowieka jako niedoskonałe naczynie dla duszy, istotę przysięgającą lojalność jedynie Bogu i rodzinie, umarła wraz z początkiem Oświecenia. Żaden świecki przywódca nie śmiałby (i nie próbowałby) przywracać wymiaru boskiego dyskursowi publicznemu; żadne państwo materialistycznych naukowców, dydaktyków oraz urzędników służby cywilnej nie tolerowałoby takiego odchylenia od normy.

Muzea są częścią tej materialistycznej sieci kontroli i poniżenia. Dyrektorzy muzeów i ministrowie kultury traktują sztukę jak towar. Kultura przyciąga turystów; odnawia post-industrialne dzielnice; gwarantuje, że miejsce staje się międzynarodowym centrum; ukazuje siłę miękkiej dyplomacji; pomaga utrzymać spójność wspólnoty; można jej użyć do integrowania uchodźców (lub przekonywania rdzennej ludności, że jej ksenofobia pochodzi z lęku do masowych migracji). Dyrektorzy muzeów piastujący funkcję menedżerów obiektu, ochoczo przyjęli ten właśnie sposób myślenia przy wsparciu pracowników akademickich i organizacji zawodowych także rozpatrujących sztukę w kategoriach narzędzia.

Sztukę promuję się dziś jako środek na odprężenie i zmniejszanie stresu. Podczas zakazu opuszczania mieszkań w trakcie pandemii COVID-19, Galeria Sztuki Ferensa w Hull wypożyczyła obraz Moneta. W oświadczeniu prasowym wyjaśniano:

Kształtowanie troski oraz konieczność zadbania o zdrowie psychiczne wysuwają się na pierwszy plan szczególnie podczas kwarantanny, toteż z wielką przyjemnością widzę jak wystawa oraz towarzyszące jej wydarzenia zachęcają do dialogu w tych ważnych kwestiach, szczególnie wśród młodych ludzi - mówiła radna Brabazon z Rady Miejskiej Hull.

Claude Monet, Antibes, 1888
olej na płótnie, The Courtauld Gallery, Londyn

Narodowa Galeria w Londynie wysłała obraz przedstawiający kwiat, autorstwa Jana Van Huysuma, do „otoczonego murem ośrodka zdrowia psychicznego oraz dobrego samopoczucia w Perth [Szkocja]”. Sztukę traktuje się w sposób utylitarystyczny, jako sposób na łagodzenie stresu. Jednakże, o czym się już nie wspomina, to o fakcie, że państwo generowało ten stres poprzez wymuszanie niepotrzebnej izolacji.

Kontrola poprzez strach

Państwo z jednej strony jest odpowiedzialne za stworzenie problemu, zaś z drugiej, łagodzi ten sam problem. Sytuacja, która ma wówczas miejsce – jeśli odpowiednio balansuje się i przenosi uwagę z jednego czynnika wywołującego stres na drugi – wprawia ludność w stan permanentnego poczucia bezsilności i niepewności. Staje się to osią egzystencji osoby. Państwo (poprzez edukację, media masowego przekazu, opiekę społeczną oraz uspołecznioną opiekę zdrowotną) przyjmuje rolę tworzącego problem i rozwiązującego problem, nadużywającego i protektora, tego kto truje i zarazem leczy. Mieszanka obawy i zaufania do państwowych struktur osłabia i ubezwłasnowolnia ludność. To idealna sytuacja dla rządów globalistycznych w ujęciu panoptykonu. Państwo globalne (u podstaw którego leżą materializm, pragmatyzm i świeckość) próbuje przeciąć więzi między ludźmi oparte na rodzinie, społeczności, religii i lokalności, tak, by jedynym związkiem istotnym dla obywatela był ten, który ma z państwem opiekuńczo-zaborczym. Zatomizowana ludność nie jest w stanie się zorganizować i przeciwstawić technokratycznemu państwu.

Nowoczesne państwo podważa siłę kościoła, arystokracji i monarchii w sposób coraz bardziej widoczny od czasów Oświecenia. Nawet prywatne firmy tłumi się na korzyść wielkich korporacji, z którymi państwo wchodzi w partnerstwo udziałów. Gdy niepodległość i majątek niewielkich przedsiębiorstw maleje, państwo staje się silniejsze. Procesy te odzwierciedla sztuka. W każdym kraju zindustrializowanego Zachodu, lokalne regiony i partnerskie instytucje pozarządowe to najwięksi mecenasi sztuki publicznej. Co wiemy z dobrze udokumentowanych źródeł, sztuka bywa używana przez zleceniodawców by narzucać wartości elit w zaciszu domowym, funkcjonować jako „miękka siła” za granicą i przydzielać zasoby grupom klientów. Nie jest to nowy fenomen – historia pełna jest sytuacji gdy królowie zlecali wykonanie dzieł sztuki i architektury z myślą o tworzeniu wyobrażenia swojej władzy i sławy, grupy religijne wznosiły przepiękne gmachy, zaś zamożni kupcy składali datki w postaci obrazów kościołowi i płacili za wykonanie prywatnych portretów. Jednym z istotniejszych i aktualnym celem marksistowskiej Nowej Krytyki jest identyfikacja jak sztuka działa jako wyznacznik statusu i bogactwa równocześnie ukazując wartości wyznawane przez jej mecenasa.

Kultura jako władza

Teraz, posiadając wystarczająco władzy by stać się głównym patronem, kontrolując czołowe miejsca wystaw sztuki i w jawny sposób przedstawiając swe przekonanie o utylitarności sztuki, państwo demokracji liberalnej ma wolną rękę by używać kultury, niczym dźwigni, tak, jak robiły to kraje totalitarne o charakterze komunistycznym i faszystowskim. Formalnie, państwo Zachodu to takie, gdzie panuje pluralizm, otwarte na szerokie spektrum poglądowe, nie jest ograniczone przez władzę i zaprojektowano je z myślą o służeniu suwerenności jednostki. Wiemy jednak, że pewne poglądy nie mające poparcia finansowego elit uważa się za podejrzane, niewłaściwe i szkodliwe. W publicznym muzeum na terenie Zjednoczonego Królestwa nie znajdziemy wystawy potępiającej aborcji, masowej migracji, egalitaryzmu, transgenderyzmu i świeckości, tudzież wspierających karę śmierci, chrześcijaństwa jako dominującej religii oraz etnicznej jednorodności. Państwo uznałoby część z tych tematów za „mowę nienawiści”. Publicznie sponsorowane placówki i twórcy nigdy nie wychodzą z propozycją podobnego materiału, wiedząc, że będzie on natychmiastowo odrzucony, obawiając się, że oni sami trafią na czarną listę i zdając sobie sprawę, że ich działanie może zakończyć się sprawą w sądzie.

Dlatego też, mamy de facto sytuację gdy państwo rozstrzyga co jest artystyczną treścią do zaakceptowania i wesprze za pomocą patronatu wybrane materiały. Skorzysta też z metod bezpośrednich lub pośrednich, by tłumić odmienne opinie co do swego wyboru. Sztuka, która powierza ludziom zadanie tworzenia silnych więzi z grupami będącymi poza kontrolą państwową staje się w niektórych swoich formach nielegalna. Wystarczy publicznie wspierać państwo oparte na grupie etnicznej, bez imigrantów, by zostać postawionym przed sądem z zarzutem o ksenofobię i dyskryminację. Państwo terapeutyczne tworzy problem podziałów etnicznych oraz konfliktów na tle religijnym gdyż pozwala na masową imigrację i kreowanie enklaw przez obcokrajowców gdzie zachowana jest ich kultura. Lekarstwem ma być mantra wielokulturowości, częściowa integracja oraz „wzbogacenie kulturowe” – fraza tak wyszydzana w Wielkiej Brytanii, że używają jej tylko oponenci, jako eufemizm na wojny gangów, separatyzm etniczny oraz masowe gwałty. Alternatywnym lekarstwem jest nacjonalizm, a wiec usunięcie lub segregacja migrantów; przy czym obie te opcje są uważane za nie do pomyślenia w agendzie materialistycznego globalizmu zakładającej likwidację tożsamości lokalnej na rzecz zatomizowanego, wymieszanego ogółu. Państwo terapeutyczne przedstawia tylko jedno wyjście, które zasadniczo nie rozwiązuje nic, podtrzymując i pogłębiając problem. Tak długo jak utrzymuje się problem, istnieje również potrzeba interwencji państwa terapeutycznego.

Kultura w państwie terapeutycznym

Cóż to oznacza dla kultury? Po pierwsze to, że państwo terapeutyczne ma dożywotnią ochronę przed szczegółowym nadzorem i krytyką. Nie podejmuje się próby rozwiązania sedna problemów do których przyznaje się państwo. Sednem, oczywiście, jest samo państwo które pozwoliło (lub zaplanowało) pierwotny problem. Tak więc masowa imigracja ludności która nie może lub nie chce integrować się ukazana jest jako problem, który wynikł w trakcie. Po prostu: „zdarza się”. To „rezultat globalnej ekonomii”, „powiew przyszłości”. Sytuacja, która musi zostać zaakceptowana. Rozwiązanie, zakładające koniec masowej imigracji lub organizujące deportacje czy też motywujące imigrantów do powrotu, nie jest przedstawiane. Niekiedy sama dyskusja na ten temat jest niezgodna z prawem. Jeśli chodzi o kulturę, oznacza to, że publiczne muzea akceptują sytuację i „wysławiają różnorodność”, na przekór temu, że wielu ludzi odrzuca ideę różnorodności, martwi się utratą dziedzictwa kulturowego, przeraża ich wizja rosnącego współczynnika przestępczości i złości ich myśl o trudnościach na rynku mieszkaniowym, w edukacji, zatrudnieniu i tak dalej. Kultury publicznej używa się by ukryć te fakty. Zmienia się dorobek kulturowy i historię celem mydlenia oczu ludności. Przez „mydlenie oczu” [ang. „gaslighting” – przyp. tłum.] mamy tu na myśli proces pisania przeszłości na nowo oraz przeformułowanie pewnych zdarzeń tak, by wspomnienia danej osoby o przeszłości zacierały się, były niepewne. Metody tej używa się by zdestabilizować populacje. Doskonałym przykładem jej użycia jest koncepcja, że „państwo zawsze było wieloetniczne”. „Ciemnoskórzy zawsze zamieszkiwali kraj X, nigdy cię po prostu o tym nie uczono”. Prawdą jest, że drobny odsetek ludności spoza kręgu kulturowego Europy mieszkała na Zachodzie przed rokiem 1945. Jednakże, nie jest to w żaden sposób porównywalne do 10%, 15%, 20% oraz wyższych wartości procentowych ludzi spoza kręgu kulturowego Europy (pierwszego pokolenia dzieci imigrantów) przebywających obecnie na Zachodzie. Mydleniem oczu jest sugerowanie, że dzisiejszy stan rzeczy istniał od zawsze i nie dyskutowano na jego temat z powodu uprzedzeń rasowych; i to pomimo danych historycznych wskazujących na coś wręcz odwrotnego.

Dlatego też w Wielkiej Brytanii pojawiają się wystawy i książki „sławiące nieznaną historię różnorodności w wieloetnicznej przeszłości Wielkiej Brytanii”, która – biorąc pod uwagę statystykę – nigdy nie istniała. W taki sposób państwo aplikuje lekarstwo na problem imigrantów, które samo stworzyło – szkalując ludność za uprzedzenia rasowe i nieznajomość historii. Muzea poświęcają środki by skupować stare obrazy przedstawiające postaci o karnacji innej niż biała, by korygować domniemane zaniedbania w kolekcjach stałych, niezależnie od wartości estetycznych prezentowanych na kupionych dziełach. Na każdej brytyjskiej stronie poświęconej sztuce, czarnoskórzy są w znaczący sposób widoczni na zdjęciach odwiedzających oraz wybranych dziełach sztuki, aby zrekompensować niski procent tejże ludności zainteresowanych sztuką. Bardziej cyniczna (i przygnębiająca) interpretacja zakłada, że takie pokazy mniejszości etnicznych to „pokaz siły”. Elita gardzi rdzenną ludnością i nie dba o to, że faworyzowanie mniejszości jest zauważalne. W zasadzie, jest to celowa prowokacja. Pokazuje to, że większość populacji nie stanowi już grupy klientów, że jest niepożądana, a w perspektywie – do zastąpienia. Pokazuje, że elita ma władzę absolutną nad opinią publiczną i wie, że większość nie może się opierać lub zbuntować. Wszak państwo – za pomocą mecenatu, wpływów oraz ustawodawstwu przeciw dyskryminacji – odebrało możliwość każdej protestującej jednostce by wyrażała swe przekonania poprzez kulturę w instytucjach publicznych.

Naszym obowiązkiem jest sprzeciwiać się kreowaniu państwa terapeutycznego i jego instrumentalnemu używaniu kultury. Należy zacząć od małych rzeczy, budować sieci zaufanych znajomości, podejmować się prywatnego mecenatu oraz – co najistotniejsze – mieć odwagę by publicznie odrzucać narrację i wartości elit. Być może jest już za późno, lecz musimy działać – choćby przez wzgląd na własną godność.


Alexander Adams jest brytyjskim artystą, krytykiem i poetą. Jego krytyka sztuki ma miejsce na łamach czasopism Apollo, British Art Journal, Burlington Magazine, The Critic i The Jackdaw. Jego prace wystawiano na całym świecie, a tomiki poezji i szkice publikowano w Wielkiej Brytanii, USA oraz na Malcie. Książka autorstwa Alexandra Adamsa o tytule Artivism: The Battle for Museums in the Era of Postmodernism ma ukazać się nakładem Imprint Academic w sierpniu 2022 roku