Wystawa „Sztuka Polityczna” stała się inspiracją do napisania ponad 100 artykułów na całym świecie, lecz jedynie niewielki odsetek z nich odnosi się do prac na niej zaprezentowanych. Jeszcze zanim doszło do otwarcia wystawy, pojawiły się oskarżenia o „promowaniu” ukrytych programów politycznych. Przy bliższym przyjrzeniu się sprawie, można zauważyć identyczność oskarżeń skierowanych przeciwko wystawie z oszczerstwami kierowanymi zazwyczaj przeciwko polskiemu rządowi. Ukazuje to dwoistą naturę roli artysty: w pewnym sensie artysta wyraża i dzieli doświadczenia, emocje i idee wielu; czyniąc to może – poprzez swoje prace – wyrażać krytykę władzy.

Jon Eirik Lundberg, Bon triage

Drugą stroną medalu jest to, że istnieje możliwość posłużenia się artystą przez władzę do dyscyplinowania społeczeństwa.

W Danii, odbiór wystawy przez media charakteryzowało drugie podejście wytworzone wokół historii jakoby partia rządząca, PiS, miała „zamówić” a przynajmniej „autoryzować” wystawę. Nie przedstawiono jednak żadnego dowodu na poparcie tych stwierdzeń. Wynika to pewnie z faktu, że ich program nie nastawiony jest na wystawianie sztuki, lecz utrzymywanie politycznej władzy. Mimo to, krytycy utrzymują, że polski rząd niezależnie używa sztuki jako swoistego kanału komunikacyjnego.

W tym samym czasie, krytycy wykorzystują wystawę dokładnie po to, by dać wyraz swej politycznej opozycji w stosunku do rządu. To taka subtelna wolta: to oskarżający działa w sposób typowy dla oskarżonego.

Ai Weiwei doświadczył podobnych zdarzeń osobiście, gdy ostatecznie poróżnił się z Komunistyczną Partią Chin. Stało się to krótko po uzyskaniu międzynarodowej sławy jako współprojektant „Ptasiego Gniazda” – Stadionu Narodowego w Pekinie dla mającej się tam odbyć w 2008 roku Olimpiady. Ai od zawsze miał skrajnie krytyczne nastawienie do Partii Komunistycznej, szczególnie zważywszy na fakt, że oboje jego rodziców osadzono w więzieniu za poglądy „prawicowe”. Sam Ai był również aresztowany i spędził w więzieniu ponad osiemdziesiąt dni, choć nigdy nie doczekał się formalnego zarzutu. Po tym jak wyszedł na wolność, władze odmówiły mu zwrotu paszportu, niwecząc tym samym możliwość podróży za granicę. To właśnie wtedy powstała wystawa jego autorstwa o nazwie „N@ Wolności” (oryg. „@ Large”) w więzieniu na wyspie Alcatraz (2014). Przesłanie wystawy zawrzeć można w sentencji: „Idei nie da się uwięzić”.

W swych wczesnych latach życia, Ai Weiwei należał do grupy opozycjonistów publikujących materiały dla nielegalnych czasopism. „Publikowali” niekoniecznie w konwencjonalnym tego słowa znaczeniu, z uwagi na to, że nie mieli dostępu do kserokopiarek. Zamiast tego przypinali swoje magazyny na ścianach, aby przechodnie mogli je czytać stojąc naprzeciw nich. I chociaż grupa liczyła sobie nie więcej niż 80 osób, „ściana” okryła się złą sławą, przez co zainteresowała się nią Partia Komunistyczna – wpierw publicznie ją potępiając, a następnie rozpoczynając falę aresztowań pisarzy. Wówczas, Ai Weiwei przeniósł się do USA.

Powyższa historia składa się na tło sformułowanej przez Ai Weiwei frazy, że „Nie wińmy sztuki”. Choć z tym zdaniem nadal można się nie zgadzać. „Artysta chce mieć wpływ”, powiedzieliby niektórzy. A w związku z tym, nie można mówić o niewinności. Według mnie jednak, niewinność ujęta w ten sposób reprezentuje wąskie spektrum jej rozumienia. Prawdziwe spostrzeżenia wyrażane przy pomocy dzieł sztuki mogą prowadzić do rzeczywistych konsekwencji. Niemniej jednak, autor nie wie czy i w jakim stopniu widz zwraca uwagę na dzieło lub też jak je zinterpretuje, przez co nie może brać odpowiedzialności ani za jedno, ani za drugie. Te zjawiska muszą pozostać daleko poza sferą wpływów artysty lub artystki.

Tendencja by obwiniać artystów ma swoje źródło gdzie indziej.

Jak wspomniano wcześniej, artysta usytuowany jest w dwojakiej pozycji – gdzieś między władzą a społeczeństwem. Artysta, z jednej strony, przykłada się do budowania „sfery publicznej” przez akty tworzenia sztuki, wystawiania swych prac czy wzbudzania debaty itd. Z drugiej strony, władza może zechcieć, w symbolicznym geście, udzielić nagany artyście by naraz odnieść się do ogółu sfery publicznej. Dotyczy to nie tylko despotów represjonujących swoje społeczeństwa, lecz również despotów przemawiających do grona odbiorców w innych krajach. Ataki terrorystyczne przypuszczone na artystów spełniają tę drugą funkcję.

Gdy artystom takim jak Lars Vilks przydziela się pełną, dwudziestoczterogodzinną ochronę przed Al-Kaidą, zniechęca to innych artystów, by podążali tą samą ścieżką.

Autokraci są pierwsi do stwierdzenia, że artyści są odpowiedzialni za kłopoty „wynikające z ich dzieł”. Obwinianie jest częścią strategii dyscyplinowania mas. Posunięcie to nosi termin „obwiniania ofiary” i dopóki działa, opinia publiczna będzie robić dokładnie to samo. Gdy już się to zdarzy, ludzie powiedzą, że artysta „ma wolność wyboru, lecz nie obowiązek” by rozprawiać się z tym lub tamtym „kontrowersyjnym tematem”. A skoro artysta miał wybór by nie robić w jakiejś sprawie nic, jakiekolwiek działanie równa się winie.

Tak postrzegana niewinność jest synonimem bierności. Gdyby zaś bycie pasywnym i wstrzymanie się od wypowiedzi było niewinne, wówczas służalcze milczenie mas, dzięki któremu możliwe są zbrodnie polityczne, nie mogłoby być przedmiotem zarzutu. Obarczając winą artystę, zwykły zjadacz chleba może zarówno przestrzegać ustanowień władzy, jak i oczyścić swoje sumienie z historycznych przewinień i zbrodni popełnionych przez tę władzę. Te z kolei, były możliwe po części właśnie dzięki takiej biernej postawie.

Ciche przymierze między władzą a społeczeństwem demokratycznym staje się widoczne dzięki działaniom artystów. Za pomocą stworzonych dzieł, co całkiem zrozumiałe, lecz również, a może nawet tym bardziej, poprzez los, jaki ich spotyka. Gdy społeczeństwo przyjmuje poglądy władzy autokratycznej – gdy słyszy się te same oskarżenia z obu stron – to dobry powód, by zatrzymać się na chwilę i głębiej zastanowić się, dlaczego tak jest.

W krajach skandynawskich, bez mała wszystko, co wykracza poza obszar radykalnie lewicowych poglądów, jest automatycznie piętnowane jako „prawicowe”. Termin nie wskazuje, jak twierdzą niektórzy, na konkretne miejsce na parlamentarnej osi. Zamiast tego, ma znaczenie podobne do tego jakie przypisuje mu się w Chinach czy na Białorusi. „Prawicowy” oznacza „wróg społeczeństwa”. Dzielni artyści poruszający „kontrowersyjne kwestie” są izolowani i ciągle atakowani. Ze strony mediów mogą szczególnie liczyć na szybkie zaszufladkowanie ich jako „prawicowych”, bez uprzednich pytań o poglądy polityczne.

Określenia “prawicowy” lub “prawicowiec” oznaczają, bycie winnym grzechu. Ale o jaki grzech dokładnie chodzi? Prace Ai Weiwei to często krytyka wobec KPCh (Komunistycznej Partii Chin), której przykłady zbrodni są częścią przekazu historycznego. „Pies biegający wokół ronda” Larsa Vilksa to manewr sprawdzający jak daleko można posunąć się w swojej wolności, aby dokonać bluźnierstwa. Na jego szczęście, zachodnie kraje nie postrzegają bluźnierstwa jako zbrodni. Do sił grożących mu zaliczyć można najbardziej opresyjne ruchy i reżimy na Ziemi. Państwa określające Vilksa jako przestępcę, to te, które pozwalają do dnia dzisiejszego na handel niewolnikami z Afryki, na skalę większą niż kiedykolwiek w historii. Wobec którego prawa, w takim razie, sztukę można określić mianem „przestępstwa”?

Jak utrzymują prześladowcy takich jak Vilks, pogwałcił on, podobnie jak Rushide, zasady prawa szariatu. Prawo to, jak twierdzą dodatkowo oprawcy, jest uniwersalne i odnosi się do całego świata. Jesienią 2020 roku, francuski nauczyciel, Samuel Paty, został zamordowany przez czeczeńskiego terrorystę powiązanego z Państwem Islamskim w Syrii. Od tamtej pory mówi się, że atak był „karą” za łamanie islamskiego prawa. Jednakże nie chodzi tutaj o „prawo” w zwykłym tego słowa znaczeniu. Po pierwsze, nie stosuje się go we Francji; a po drugie, kraje, które je szerzą twierdzą, że utworzyła je przedwieczna istota w zaświatach.

Role aktorów związanych z atakiem są zatem odwrócone. Artysta jest oskarżony o popełnienie haniebnego grzechu; o zabójcach mówi się, że “wymierzają mu sprawiedliwość”. Nie wińmy sztuki – oskarżenia odnoszące się do dzieł służą jako wymówka, aby pozbyć się artysty. A poprzez akt pozbycia się artysty, władza da przykład szerszemu gronu odbiorców. Nawet w przypadku gdy praca artystyczna ponosi pewną odpowiedzialność, jakkolwiek może się to wydawać niewyobrażalne, w przeprowadzaniu czystki na artystach nie chodzi wcale o ingerencję w ich pracę ze strony władzy. Podmiotem dla oskarżyciela jest społeczeństwo – nie dzieła sztuki same w sobie.