Nadejście lockdownów w związku z pandemią COVID-19 znacznie przyspieszyło działania dotyczące wdrażania Agendy 2030 ONZ. Celem ONZ, Komisji Trójstronnej i licznych superbogatych organizacji pozarządowych jest ustanowienie światowych rządów, pozbawiających rządy krajowe i narody możliwości podejmowania działań, które przynoszą im korzyści. Jest to autorytarny plan zapewnienia wszystkim wszystkiego kosztem autonomii, tradycji, narodowości i religii. Obiecuje natomiast jarzmo zaciskania pasa, kontroli (i redukcji) populacji oraz wydzielania zasobów dla każdego, bez wyjątków. Cóż, może z wyjątkiem elit, które będą żyły w luksusie, prywatności i wolności. To stąd właśnie wzięły się częste na prawicy komentarze o „bug-men” (czyli organizacjach pozarządowych, naukowcach i środkach masowego przekazu promujących spożywanie białka owadziego jako alternatywy dla mięsa) i „mieszkaniu w kapsułach” (dążenia do tego, by ludzie porzucili konwencjonalne domy i zamieszkali w identycznych jednostkach mieszkalnych ściśle zaprojektowanych pod kątem wydajności). Ludzie będą hodowani pod mądrą egidą elit, podczas gdy wybrani naukowcy będą identyfikować i zarządzać niekończącą się serią sytuacji kryzysowych (pandemiami, klimatem, energią, populacją) oraz wpajać strach i dostarczać coraz bardziej restrykcyjnych rozwiązań. Te plany są publicznie dostępne do wglądu.

U nas w Anglii, jeszcze zanim przenoszony drogą powietrzną wirus został zidentyfikowany jako potencjalne zagrożenie dla zdrowia, niektóre sklepy (bez żadnej logiki) zaczęły odmawiać przyjęcia gotówki. Pandemia dała sklepom, firmom i organom rządowym szansę na przetestowanie idei społeczeństwa bezgotówkowego. Banki, rządy, instytucje podatkowe i policja nie znoszą gotówki. Jest ona zbyt mobilna i niemożliwa do śledzenia, a także zbyt nieformalna z punktu widzenia władz. Waluta elektroniczna pozwala na wyeliminowanie emisji waluty fizycznej. Pozwala również na wyeliminowanie prywatności. Władze będą miały pełny dostęp do wszystkich Twoich transakcji. Będą one w stanie zobaczyć wszystko, co kupujesz, będą znać twoje kontakty osobiste, snuć wnioski dotyczące twoich sympatii politycznych, mierzyć zużycie zasobów i śledzić twoją lokalizację geograficzną, co umożliwi im dostęp do twojego życia osobistego w sposób wcześniej nieosiągalny. Żaden reżim komunistyczny nigdy nie posiadał tak szczegółowych informacji o swoich poddanych. Tymczasem nawet artyści przyjmują taki stan rzeczy z zadowoleniem.

Paweł Król, Bez tytułu, Praca wykonana na tablecie graficznym, 70x50cm

UBI: Droga do pańszczyzny

Niedawno ukazała się informacja prasowa promująca poezję w centrach miast, zapowiadająca cztery najbliższe wydarzenia. Wydawały się one należeć do kategorii zaangażowanych społecznie lub artywizmu (aktywizmu politycznego poprzez sztukę). Trzema pierwszymi tematami były granice (sprzeciw wobec nich), bezpieczne mieszkania (dotacje mieszkaniowe) i feminizm (związany z protestami Black Lives Matter). Czwartym był bezwarunkowy dochód podstawowy (ang. Universal Basic Income – UBI).

Podczas gdy miliarderzy odlatują w kosmos, a ubóstwo wśród dzieci i bezrobocie wśród młodzieży wciąż rosną, nierówności niszczą perspektywy przyszłych pokoleń. W tym odcinku, w którym udział wezmą Repeat Beat Poet i Bea Bannister z UBI Labs Youth, przeanalizujemy bezwarunkowy dochód podstawowy i to, co może on oznaczać dla młodych ludzi w dzisiejszych czasach. UBI Labs Network & UBI Labs Youth to zdecentralizowana sieć obywateli, naukowców i działaczy badających potencjał bezwarunkowego dochodu podstawowego. Bea Bannister jest uczennicą z Północnego Londynu, która obecnie uczy się do matury. Jako długoletnia zwolenniczka bezwarunkowego dochodu podstawowego, Bea jest członkinią UBI Lab Youth i współzałożycielką UBI Lab Women. Pasjonuje się badaniem szerokiego zakresu skutków, jakie UBI mogłoby mieć na życie tak wielu różnych ludzi.[i]

Tak jak ludność zwróciła się do rządu, aby ochronił ją przed COVID-19, lub przynajmniej zadowoliła się przestrzeganiem jego zaleceń, tak samo ci, którzy martwią się ubóstwem, zwracają się do dobrotliwego państwa, aby ich ochroniło. Zjawisko to staje się coraz bardziej powszechne. Na początku 2021 roku, Design and Artists Copyright Society (organizacja zbierająca opłaty z tytułu praw autorskich dla brytyjskich artystów) opublikowało raport rekomendujący UBI dla artystów.

DACS proponuje, aby rząd wypróbował pilotażowy system UBI dla świeżych absolwentów kierunków artystycznych w celu umożliwienia im przetrwania przez pierwsze dwa lata po ukończeniu studiów, które są najbardziej niepewne i przysparzają największych trudności finansowych, teraz jeszcze większe ze względu na skutki pandemii.[ii]

(Pomijając fakt, że to ograniczenia rządu dotyczące COVID-19. a nie sam wirus. spowodowały przymus) Logika stojąca za tym podejściem jest taka, że skoro sztuka jest dobrem społecznym, a artyści są bardzo nisko opłacani, to państwo powinno wypłacać artystom dochody na poziomie minimum socjalnego. Tyle że ogromna większość sztuki jest mierna lub słaba. Podstawowym powodem, dla którego producenci sztuki konceptualnej, artywizmu i dzieł malarskich powielających inne dzieła pozostają biedni, jest to, że rynek prawidłowo rozpoznał, iż nie ma tam nic wartego wspierania. Dla rzeczywiście utalentowanych artystów, zanurzonych w tej papce, może to być frustrujące. Wielu utalentowanych artystów nigdy nie dociera do publiczności, która mogłaby ich ocenić, ponieważ jest ich zbyt wielu, a kolekcjonerów zbyt mało. Problemem nie jest brak wsparcia dla artystów ze strony państwa, ale nadprodukcja artystów poprzez dotowane kursy artystyczne i udzielanie grantów, co powoduje, że na konkurencyjnym rynku jest zbyt wielu artystów, co z kolei prowadzi do niskich dochodów artystów. Innymi słowy, przyczyną ubóstwa artystów są rządowe dotacje.

Artyści z krajów byłego bloku komunistycznego będą patrzeć ze zdumieniem na spektakl rzekomych wolnomyślicieli, którzy dążą do zniewolenia państwa. Idea rządowego wsparcia, w połączeniu z państwem bezpieczeństwa biologicznego („Weź piątą dawkę szczepionki przypominającej, aby otrzymać państwową zapłatę, obywatelu”), systemem kredytów społecznych i transparentnym kontem bankowym w cyfrowej walucie, daje nam udoskonaloną maszynę państwowego nadzoru i kontroli. Za tym wszystkim opowiadają się rzekomo krytyczni i niezależni twórcy. Najbardziej myśląca część społeczeństwa buduje swoje własne więzienie i szubienicę, wesoło przy tym pogwizdując. Jak to możliwe?

NPC: Najokrutniejszy i najprawdziwszy mem

Być może najokrutniejszym, ale i najbardziej przenikliwym w sensie społecznym memem (lub też szeroko rozpowszechnionym truizmem) jest ten o przeciętnym człowieku jako NPC (z ang. non-player character). NPC jest postacią w grze wideo, która ma ograniczony zakres reakcji i dlatego za każdym razem, gdy napotyka postać kontrolowaną przez człowieka, ma tendencję do powtarzania się, zacinania, braku pełnej interakcji i nieprzyswajania nowych sytuacji lub propozycji. W sytuacjach poza ustalonymi odpowiedziami zapętla się w swoich poczynaniach.

Teoria elit, szkoła analizy politycznej rozwinięta przez Gaetano Mosca, Wilfredo Pareto i Juliusa Evolę (czerpiąca z takich myślicieli jak Machiavelli), zakłada, że władza zawsze spoczywa w rękach elity, niezależnie od tego, czy tą elitą jest król, szlachta, Kościół, armia, kupcy czy obcy władcy. Demokracja nie istnieje; jest jedynie fasadą dla kierowania społeczeństwem przez oligarchów, którzy uprawiają szaradę demokracji, aby omamić i skorumpować ludność. W obrębie tych elit mogą istnieć konkurencyjne frakcje – lub wręcz rywalizacja między różnymi grupami – ale kiedy nadchodzi rewolucja ludowa, jest ona prowadzona (jeśli nie inicjowana) przez członków tych elit. Na dysydenckiej prawicy i w ruchu neoreakcyjnym taka myśl zyskuje na popularności. Opozycja wobec progresywistycznej technokracji (obejmującej organizacje pozarządowe, megakorporacje i miliarderów-filantropów, którzy forsują owadzie białko, mieszkanie w kapsułach, ateizm i technologiczne poddaństwo) musi pochodzić nie z edukacji społeczeństwa lub tworzenia partii politycznej, ale z formowania konkurencyjnej elity. Ta konkurencyjna elita będzie kultywować własne wartości, przeciwstawiać się wartościom obecnych elit i pośrednio dążyć do władzy.

To dobrze pasuje do memetyzacji przeciętnego obywatela w formie NPC. Teoria elit, badania psychologiczne i obserwacje behawiorystów pokazują, że większość ludzkich reakcji jest w dużej mierze pozbawiona myślenia. Jest to kwestia reakcji na bodźce, którą według zwolenników „teorii szturchania” (ang. nudge theory) łatwo się steruje z pozycji nadzorców. Ludzie polegają na przyjętych opiniach i są w przeważającej mierze konformistami. Większość ludzi nie ma przemyślanych opinii, lecz wpojone uprzedzenia. Są to NPC oczekujący na aktualizacje przekazywane im za pośrednictwem środków masowego przekazu i mediów społecznościowych. Kiedy zrozumieją, jak wygląda stanowisko tych elit, automatycznie przestawiają się na to stanowisko.

Weźmy za przykład typową zachodnią feministkę. Przez dziesiątki lat, pytana o etykę aborcji, odpowiadała: „Moje ciało, mój wybór”. Jest to hasło lobby proaborcyjnego i credo pokoleń kobiet, które chcą mieć możliwość przerywania ciąży. To był scenariusz elit dla większości zachodnich progresywistycznych polityków, naukowców, akademików, dziennikarzy i twórców opinii, a więc było to stanowisko elit, które, bez względu na jego wartość w zakresie prawdy czy etyki, mogły zająć kobiety pragnące zademonstrować swój oświecony pogląd, nowoczesność i niezależność. Jedynie konserwatyści społeczni i niektórzy przedstawiciele Kościoła zajmowali przeciwne stanowisko (wszyscy ludzie są stworzeni na obraz Boga, nie zabijaj) i należeli oni zdecydowanie do elit spoza powyższej grupy.

Następnie, w 2020 roku, scenariusz się odwrócił. Kiedy zachodnie rządy zignorowały ideę leczenia i zamiast tego włożyły cały swój wysiłek w szczepienia, narracja się odwróciła. Nie było już hasła „Moje ciało, mój wybór”, było natomiast „Zrób coś, by ocalić słabszych”. Praktycznie każda samozwańcza zachodnia feministka jest zagorzałą zwolenniczką „szczepień” na COVID promowanych przez elitarne rządy, a nawet popieranych przez rząd paszportów „szczepionkowych”, czy obowiązkowych „szczepień” – całkowicie porzucając hasło „Moje ciało, mój wybór”. Zrobiły to bez wahania, pokazując, że nie mają żadnych zasad, a jedynie cechują się przywiązaniem do stanowiska elit, czyli konformizmem. W początkowym okresie pandemii rząd brytyjski zajmował stanowisko, zgodnie z którym odporność stada była zapewniona poprzez narażenie na zachorowanie i ukierunkowaną ochronę osób podatnych na zachorowanie. Następnie, w obawie o nadmierną liczbę zgonów, rząd zmienił swoje stanowisko na takie, które zakładało powszechny lockdown i powszechne „szczepienia”. Oficjele, politycy i proponenci mass mediów grali w jeden takt, ujawniając przy tym, że nie było żadnego zrozumienia ani względem statystyki, ani epidemiologii. Oni nigdy nie zostaliby pociągnięci do odpowiedzialności przez media sterowane i finansowane przez rząd, najbardziej widoczną część elity rządzącej oligarchii.

Ciężki los artysty

Co dzieje się z artystą (lub jakimkolwiek twórcą) w epoce nękanej konformizmem NPC, gdy państwo progresywistyczne jest nastawione na zmuszanie artystów do przestrzegania oficjalnej linii ideologicznej za zapłatą i gdy mass media okazały się być w pełni narzędziem elit? Jak artysta może być uczciwy w obliczu takich przeszkód?

Pisałem już wcześniej o idei budowania równoległych grup i scen artystycznych. Tworzenie przestrzeni dla produkcji i konsumpcji sztuki, które nie opierają się na oficjalnych regulacjach czy finansowaniu przez państwo, jest zdecydowanie niezbędne. Pomimo zgodnego sprzeciwu, z jakim by się to spotkało – ponieważ kontrolująca biurokracja nie znosi bardziej niczego niż pojawienia się w jej polu wpływów podmiotu, który jest odporny na jej kontrolę – to musi się w końcu wydarzyć. W obliczu przyspieszonego autorytaryzmu państwa, wkraczającego we wszystkie sfery życia rodzinnego, autonomii ciała i najbardziej prywatnych myśli, sztuka staje się istotnym schronieniem i środkiem oporu. Może też stać się sposobem na przetrwanie – dysydenci ze świata sztuki (wykluczeni z transakcji cyfrowych, ponieważ nie zgadzają się na ideologiczny konformizm lub medyczne podporządkowanie) mogą handlować sztuką za jedzenie i schronienie. Dotarlibyśmy tym samym do nowego przed-pieniężnego systemu barteru i wyżywienia, jak w czasach wędrownego handlarza lub muzyka w średniowieczu.

Tak jak artysta państwowy otrzymuje mecenat rządowy, tak artysta-dysydent żyje na marginesie, wspierany przez osoby prywatne. Artysta państwowy nie ma przekonań, które nie byłyby opłacane przez jego mocodawców; artysta-dysydent jest biedny, bo ma własne przekonania. Przekonania państwowego artysty są pustymi słowami konformizmu; artysta-dysydent jest zmuszony do konfrontowania, badania i potwierdzania swoich przekonań za każdym razem, gdy spotyka się z odrzuceniem. Artysta państwowy wierzy za pieniądze, artysta-dysydent wierzy pomimo pieniędzy. Artysta państwowy jest wyrobnikiem pod ochroną systemu; artysta-dysydent żyje tylko dlatego, że potrafi sobie poradzić w niesprzyjających okolicznościach. Artysta państwowy popada w otępienie, podczas gdy artysta dysydent dotkliwie odczuwa swoje sukcesy i porażki. Jeśli jakieś następne pokolenia wolnych ludzi wyłonią się z tej mrocznej technokratycznej epoki, to jaki rodzaj sztuki będzie najbardziej przez nich ceniony? Czy będą wysławiać artystę państwowego czy artystę-dysydenta?

Dlatego też powinniśmy oprzeć się idei przeniesienia sztuki do świata wirtualnego. Sztuka fizyczna ma znaczenie. Artysta-dysydent staje w obliczu zniszczenia jego sztuki przez państwo, jako produkcji nonkonformistycznej, antyspołecznej, ziejącej nienawiścią, wywrotowej, nieautoryzowanej. Oczywiście sztuka fizyczna jest zagrożona konfiskatą i zniszczeniem, ale jeśli dojdziemy do etapu, w którym sztuki nie będzie można ukryć ani oglądać na osobności, to wydaje mi się, że sama ludzkość znajdzie się wtedy na skraju absolutnej kontroli, czyli w punkcie, w którym nie ma już żadnej nadziei. Jeśli ludzie posiadają sztukę, którą kochają na tyle, by ją pielęgnować, chronić i przekazywać następnym pokoleniom, to jest to największa gwarancja przetrwania dorobku artysty. Sztuka, którą gromadzi się w magazynach państwowych muzeów, będzie podlegać cenzurze i zniszczeniu, ponieważ coraz więcej tematów, zabiegów i artystów staje się najpierw „problematycznych”, a następnie zakazanych.

Jak często mówi się na reakcyjnej prawicy, benedyktyńskie wycofanie się ze świata, by gromadzić uczonych, wiedzę i utrwalać umiejętności, mądrość i wiarę dla następnych pokoleń, jest jedną z dość atrakcyjnych dróg. Jest to konieczne, ale każdy taki klasztor czy komórka naraża się na prześladowania i rozbicie przez progresywistyczne władze. Zachowanie kultury fizycznej polega na zapobieganiu zmianom, poniżaniu i niszczeniu katedr, muzeów, posągów, budowli historycznych, układów urbanistycznych, nazw miejscowości itp. O ile komórki benedyktyńskie mogą przekazywać wiedzę werbalną, o tyle nie są w stanie zachować więcej niż ułamka kultury fizycznej, którą o wiele trudniej ukryć i chronić niż słowa. Digitalizacja jest tylko pośrednim i niepełnym zachowaniem kultury fizycznej.

Co możemy zrobić

Na Zachodzie ten negatywny scenariusz jest nieunikniony. Kuratorzy muzeów z zapałem układają listy obiektów z epoki kolonialnej, które mają być wywożone z powrotem do Afryki. „Dekolonizacja” jest wspierana przez Brytyjskie Museums Association, organ doradzający pracownikom muzeów. Następna na liście będzie sztuka przedstawiająca w sposób negatywny osoby niebiałe, portrety właścicieli niewolników, sztuka myśliwska, sztuka przedstawiająca napaść na tle seksualnym, portrety arystokratów, martwa natura, w tym zwierzyna łowna i ryby oraz każdy inny sposób przestarzałej tematyki uznanej za „wsteczną”. Któż mógłby teraz zaprzeczyć lub śmiać się z takiej przepowiedni, skoro dzieła sztuki są już wysyłane do Afryki, a etykiety upokarzające właścicieli niewolników są teraz częstym widokiem w muzeach?

Zorganizujmy się już teraz. Stwórzmy silne więzi współpracy i patronatu w skali regionalnej, krajowej i międzynarodowej. Gromadźmy sztukę, książki, rzeźby, dzieła artystyczne i historyczne w formatach fizycznych; odwiedzajmy lokalne księgarnie i kupujmy książki, które są wycofywane z obiegu. Kopiujmy materiały w wersji cyfrowej i przechowujmy te dane na fizycznym sprzęcie, nie polegajmy na przechowywaniu w chmurze lub usługach online. Kiedy Światowe Forum Ekonomiczne stwierdza z uwielbieniem: „Nie będziesz miał niczego i będziesz szczęśliwy”, nie oferuje nam przez to obietnicy, lecz groźbę. Musimy więc odpowiednio reagować