Złota polska jesień wybarwia kolejne gatunki rodzimych drzew. Pejzaże pysznie mienią się ciepłymi kolorami. Byle krzak stroi się nadobnie w żółcienie i oranże niczym paw. Teraz jest pięknie i bogato, niech tak trwa. Koloryzm! Nagłówki mediów internetowych pełne są wieści o klęsce urodzaju: „Grzyby obrodziły - ekstrasierpc.pl” „Region wałbrzyski: Grzyby obrodziły. Uzbierasz pełen kosz!”. Za krótki czas nadejdzie ponura szarość, posucha i zima zła. Kolory zamienią się w zimne błoto. Odwieczny cykl przyrody obraca również machiną kultury. Najlepiej to widać w sztukach zwanych wizualnymi. Było lato średniowiecza i romantyzmu. Była radość witalnego impresjonizmu. Było pięknie, złoto i bogato. Po nim nastała mroczna, ponura, stuletnia zima awangardy. Jasne, szlachetnie zniuansowane kolory zmieniły się w szare, pozbawione barw błoto, w które niczym liście wdeptano piękne obrazy. Wszystko, co naprawdę wartościowe zmieszane zostało buciorami rewolucji w lepką, bezforemną breję, która oblepia stopy, oczy i dusze. Również w sztuce grzyby obrodziły obficie, całe ich mnóstwo, rozmaite gatunki, których wartość zwykle trudno ocenić. Jadalne, niestrawne, toksyczne i trujące – tych jadalnych chyba jest jednak zdecydowanie mało. Każdy grzyb chce wydać się bardziej atrakcyjny od drugiego, niczym owoce na jeżyckim targowisku w Poznaniu. Wiadomo, że grzyb to nie owoc, choć swą owocnię posiada. Grzyby to grupa organizmów cudzożywnych, odżywiające się martwą materią drzew, opadłych liści, szczątków zwierząt, czyli wszystkim tym, co było piękne i tak kochane. Grzyb to wynik obumierania i butwienia, który spektakularnie rośnie i ginie równie szybko, jak współczesne dzieła sztuki. Z gnilnych procesów wywodzi się jego powab i estetyka.

Karol Palczak, „Stanął w ogniu nasz wielki dom, dom dla psychicznie i nerwowo chorych”. Fot. Krzysztof Morcinek, praca w Kolekcji Sztuki Galerii Bielskiej BWA.

Tymczasem w Bielsku-Białej trwa Bielska Jesień, sędziwe biennale polskiego malarstwa. Mało kto spoza branży wiedziałby o tym, gdyby nie pewna, pozornie nieistotna akcja z udziałem uczestnika tego renomowanego konkursu z wielkim zapałem roztrąbiona przez media. Oto w przestrzeni medialnej pojawił się obraz przedstawiający grzyba. Media lewego nurtu metodą kopiuj-wklej w pośpiechu propagują reprodukcję obrazu wraz z komentarzami chwalącymi artystę i negującymi bohatera obrazu. Wściekłe, pełne trującego jadu komentarze zapełniają fora internetowe. Machina znowu zadziałała. Ten konwencjonalny, namalowany w staroświeckim stylu portret z zaledwie poprawną anatomią poprzez medialną aklamację okrzyknięty został wielkim, znaczącym dziełem. Na miesiąc przed oficjalnym ogłoszeniem wyników wyróżniono jednego malarza spośród 84 uczestników zakwalifikowanych do finału konkursu. Na oficjalnej stronie internetowej Biennale organizatorzy opublikowali kuriozalną informację dotyczącą rzekomych cyberataków oraz mało istotne, banalne oświadczenie tego artysty. Wyróżniono również reprodukcję jego obrazu. Zanim poznamy wyniki konkursu, wbrew dobrym praktykom, w tani sposób zapewniono artyście rozgłos i sławę. Z pewnością wielu z pozostałych uczestników biennale chętnie umieściłoby swoje oświadczenia czy manifesty artystyczne. To nieuczciwe!!! Urąga rzetelności i bezstronności organizatorów konkursu. Takie „standardy” byłyby nie do wyobrażenia na niedawno zakończonym konkursie chopinowskim. Nie chodzi tu o żaden obraz ani o artystę; namalował on przecież wiele lepszych obrazów niż ten. Poprzez synergię działań środowisko sztuki i lewicowe media skutecznie osiągnęły swój cel: poniżyć, wykpić, zniszczyć i publicznie napiętnować konkretnego człowieka, w tym wypadku jednego z biskupów Kościoła Katolickiego. W debacie społecznej chętnie stosuje się starożytną formułę argumentum ad personam (łac. argument skierowany do osoby. Wiem, niektórych mogą drażnić łacińskie wstawki w tekście). Artur Schopenhauer wskazuje, że metoda ad personam jest ostatnim sposobem nieuczciwej argumentacji, którą stosuje się, gdy wszystko inne zawodzi i nie ma szans na wygranie sporu. Przywalić w biskupa! Oto cała głębia argumentu. A gdyby zastosować metodę ad personam wobec jakiegoś autorytetu ze świata sztuki, wobec znanej krytyczki sztuki i przedstawić ją pod figurą trującego grzyba, np. jako amanita phalloides[1]? Czy to się godzi?

Rozwijając apoteozę grzyba spróbujmy jeszcze głębiej zinterpretować promowane dzieło. Odczytując jego meta-narracje oraz pozaświadome intuicje artysty, wizerunek grzyba można uznać za nośną i pojemną metaforą dla współczesnej sztuki w Polsce w ogóle, dla jej artefaktów. Dzieła sztuki krytycznej rozwijają się przecież jak grzyby pasożytnicze kosztem innych organizmów. By istnieć muszą żerować na czymś wartościowym. Strzępki grzyba wrastają w ciało żywiciela i z jego komórek pobierają substancje odżywcze. Większość tych dzieł tak jak grzyby zabierają nam ponadto tlen z przestrzeni kultury. Dusimy się. Media po akcji organizatorów biennale przyznały już Grand Prix, wybrano arcydzieło, które jako wzorzec metra z Sevres będzie na najbliższy czas wzorcowym grzybem dla procesów gnilnych środowiska sztuki współczesnej w Polsce. Jakie więc decyzje ma podjąć biedne jury w Bielsku-Białej wraz z wielką autorytetką (sic!) od zgrzybiałej sztuki krytycznej? To, do kogo trafi suma 30 tysięcy złotych przyznana przez samego Ministra Kultury ma drugorzędne znaczenie, bo artysta jest już wybrany.

Trwa obfite grzybobranie, kończy się złota jesień i nadchodzi zima mroźna i zła. Dopełnieniem apoteozy grzybów polskich niech będzie pozytywna rzecz. Grzyby rozkładając na czynniki pierwsze wszystko, co obumarło, zapewniają podstawowe pierwiastki odżywcze dla nowych, pięknych bytów. Od wielu lat na bielskim biennale pojawia się ogromna ilość klasycznych, dobrze malowanych obrazów, z których można by stworzyć niejeden salon odrzuconych. Wbrew współczesnym fobiom akademików dominuje konwencja realistyczna. Oddolny napór normalnego malowania jest tak wielki, że nie sposób już go odrzucać i negować. Wspaniałym tego przykładem jest Grand Prix z 2019 roku przyznane Karolowi Palczakowi. Mimo wszystko jest nadzieja! Po ciężkiej zimie nadchodzi malarska wiosna. Dzięki grzybom, nowa piękna i szlachetna sztuka będzie miała pod dostatkiem substancji odżywczych.


[1] Łacińska nazwa muchomora zielonkawego, potocznie zwanego muchomorem sromotnikowym. Uważany jest za najbardziej trującego grzyba w Polsce. Muchomor sromotnikowy ma przyjemny aromat, który zwabia różne owady. Swoim wyglądem przypomina gołąbka zielonkawego, kanię i gąskę zielonkę.