Tekst ten stanowi próbę odpowiedzi na pytanie, w jaki sposób należałoby określać przynależność artysty plastyka - szczególnie artysty spoza Izraela - do kultury żydowskiej. Nie ograniczymy się do twórców, którzy bezpośrednio nawiązują do motywów narodowych; nie będziemy też badać stopnia uduchowienia artysty w kontekście judaizmu czy jakimkolwiek innym, jak czynią to niektórzy krytycy. Żydowska tożsamość, moim zdaniem, wykracza poza obszar religijnych aluzji czy sposobu obrazowania. W ostatnich latach definicje owej tożsamości często nawiązują do zaangażowania twórcy w wartości kulturowe, a nawet do uduchowienia i praktyk religijnych. Nie uważam tego za właściwe.
Zwrócenie uwagi na rolę, jaką w działalności artystów, krytyków i historyków sztuki odegrała ich częstokroć "zapomniana" żydowska tożsamość, wśród zachodnich, zwłaszcza amerykańskich badaczy otworzyło w ostatniej dekadzie nową perspektywę, pozwalającą lepiej zrozumieć zależności łączące teoretyczne czy artystyczne wybory z wymiarem jednostkowych biografii. Perspektywę tę wprowadzały między innymi prace Margaret Olin, Catherine Sousslof (Jewish Identity in Modern Art History), wystawy zorganizowane przez Normana Kleeblatta (Mirroring Evil, Too Jewish?) czy niedawna książka Toma Sandquista o rumuńsko-żydowskich korzeniach zuryskiego dada.
Katarzyna Pabijanek, Artywizm Sanji I.
Dorota Głowacka, Świadkowie wbrew sobie. Strategie pamięci Holokaustu w twórczości plastycznej kobiet „drugiego pokolenia"
Anna Nacher, Codzienna odrobina subwersji, czyli telewizyjne gry z płcią
Maria Natalia Kistowska, Natalia Gonczarowa - szara eminencja rosyjskiej awangardy XX wieku
Ewa Majewska, Ponowoczesna kontrola w społeczeństwie obrazu. Na marginesie wystawy Jacqueline Livingston
Dorota Łagodzka, Gołe baby i patriarchat, czyli co rysunki Ani Kopaczewskiej mówią o prostytucji
Wojciech Szot, Odszukiwanie szaf
Początek XX wieku w Rosji to czas fermentu intelektualnego, burzy w sztuce, zmian na polu literatury. Nie tylko w Rosji zresztą wypiętrzały się nowe tendencje, artyści poszukiwali "nowego", pragnęli przekraczać pewne utarte formy i normy. Na początku ubiegłego stulecia dekadenckie nastroje zostały wyparte przez nieodpartą chęć eksperymentowania i dążność do rewizji kanonów estetycznych. Wszechogarniająca i gwałtowna polemika dotycząca dobrej i złej oraz wysokiej czy niskiej, a w Rosji lewej i prawej sztuki, przyniosła świeże rozwiązania i ogrom dzieł, o które dziś walczą muzea i kolekcjonerzy a które nierzadko wywoływały spory czy wręcz niezgodę na nie wśród odbiorców lub (szczególnie w Rosji) cenzurę.
Sztuka - jak twierdził H. G. Gadamer, filozof politycznie dość odległy od moich zainteresowań, niemniej czasem niezwykle precyzyjny - powinna "dawać do myślenia". Abstrahując od ściśle klasowego wydźwięku tej tezy, myślę, że możemy ją zupełnie serio powtórzyć w kontekście ekspozycji Jacqueline Livingston zaprezentowanej wiosną b.r. w gdańskim Pałacu Opatów. Konfrontacja z fotografiami rodzinnymi Livingston daje niepowtarzalną okazję do namysłu nad bliskością i intymnością, relacjami między płciami i pokoleniami w rodzinie, rewolucją seksualną i jej skutkami oraz aktywnością i nadaktywnością cenzury, która dziś wydaje mi się znacznie większa niż kiedykolwiek.